Namacalne, naukowe dowody dla sensu wiary w Boga!
Jezus jest znakiem, „któremu sprzeciwiać się
będą”
(Ewangelia św. Łukasza; 2, 34)
W obronie Wiary!
Ożenić Jezusa na Siłę!

Najnowsza rewelacja osób szybkich do podnoszenia wrzawy, kiedy to porusza się
już kontrowersyjne sensacyjki na temat Jezusa, błyskawicznie obiegła świat. Media
się rozwrzeszczały o rzekomej sensacji, że Jezus ponoć miał żonę. Takie wnioski
próbują wyciągać niektórzy po przedstawieniu informacji pani profesor Karen King
z Uniwersytetu Harvard’a w USA o pozyskaniu małego kawałeczka jakoby starego
koptyjskiego rękopisu z ok. IV wieku n.e., na którym to widnieją słowa Jezusa
wypowiadającego się: „moja żona”. I w zasadzie tylko tyle. Nic więcej! Ten kawałek
rękopisu zaprezentowany przez panią profesor na Międzynarodowym Kongresie
Badań Koptyjskich 19 września, 2012 roku został pozyskany przez nią od
handlarza, który jednak nie zechciał ujawnić swojej tożsamości. Dla nas
Chrześcijan, jakoś niestety trąci to starą, „spaloną już odgrzewanką” w rodzaju
filmu: „The Da Vinci Code” autorstwa Dan Brown’a. Media podawały tą informację
jeden po drugim prześcigając się w tym i przytaczając nawet ze dwa autorytety
naukowe oznajmiające, że najprawdopodobniej tenże rękopis jest prawdziwy. Ale
czy aby na pewno??

Po pierwsze:

Nikt jednak nie wspomina specjalnie informacji podanej znacznie ciszej i znacznie
zagłuszonej w bardziej powściągliwych źródłach medialnych informujących o wielu
autorytetach naukowych często mających całkiem inną opinię o tymże odkryciu, jak
np.:

  • Profesor na kierunku Koptologii z Uniwersytetu w Muenster, Stephen Emmel

  • Specjalista od papirusów z Uniwersytetu w Hamburgu, Alin Suciu

  • Uznany Koptyjski lingwista i zastępca dyrektora projektu w Bibliotece
       Koptyjskiej na Uniwersytecie Laval w Quebec, Wolf-Peter Funk

  • Profesor na kierunku Archeologii z Uniwersytetu w Suffolk, David Gill

  • Profesor na kierunku Religioznawstwa na Uniwersytecie Princeton, Anne
       Marie Luijendijk

  • Profesor na kierunku badań dot. Nowego Testamentu z Seminarium
       Teologicznego w Dallas w USA, Darrell Bock

  • Profesor i ksiądz kościoła Baptystów z Tennessee w USA, Jim West

  • Profesor - Religioznawstwa w Polsce, Maria Libiszowska-Żółtowska

  • Kś. Profesor Waldemar Chrostowski w Polsce,

  • Profesor, specjalista koptologii na Uniwersytecie La Sapienza w Rzymie,
    Alberto Camplani, czy też

  • Profesor – i ekspert na kierunku badań dot. Nowego Testamentu na
    Uniwersytecie w Durham, Francis Watson (jednoznacznie kwestionujący
    prawdziwość rękopisu)

- a którzy niestety wykazali znaczny sceptycyzm lub nawet przekonanie o
nieautentyczności tego skryptu zapisanego na tym rękopisie po zapoznaniu się z
nim.

Po drugie:

Dlaczego dostawca skrawka rękopisu zachowuje tak głęboką anonimowość?
Należy tu otwarcie zapytać, dlaczego tak czyni? Jaki cel miał w tym? Kto za tym
może stać? Co można przez to osiągnąć? A może ile można tu zarobić? – zbyt dużo
zastanawiających pytań, a powinna przecież być jasna sytuacja dla szczerych
intencji, nieprawdaż?

Po trzecie;

Nie pochodzi on z jakichś wykopalisk, lecz z rynku antykwarycznego, często
posiadającego podróby i nastawionego na chandel i zyski.

Po czwarte - (nawet zakładając, jego wątpliwą jak widać zresztą, autentyczność):

Jak wskazali niektórzy naukowcy, fragment ten może pochodzić np. z tekstu
homilijnego lub ceremonii, gdzie zapisujący autor mógł niewątpliwie użyć tej frazy
jako zwykłej przenośni literackiej.

Po piąte:

Według starych zapisów gnostycznych,
(a na co dosyć mocno wskazuje ów
skrawek tego rękopisu)
istnieje pięć ustanowionych tam obrządków, a wśród nich
ten zwany: „zaślubinami wieczerzy”, a odnoszący się do Eucharystii chleba i wina.
Również jak wskazane, w tradycji gnostycznej „oblubieńcem” zwykło się określać
podopiecznego postępującego w wiedzy.
Zaś sam Jezus w Ewangelii odwołuje się również do Jego „zaślubin z Kościołem”,
którego społeczność stanowili wówczas, nie kto inny, tylko Jego wierni słuchacze i
uczniowie (nie pomijając w tym kobiet).

Po szóste:

W tamtych czasach imię Jezus, tak jak Maria czy Magdalena, było bardzo
popularnym imieniem i mogło też ostatecznie dotyczyć wielu różnych osób.

Po siódme:

Nie można nigdy i w żaden sposób uznać na podstawie oderwanego kawałka tekstu
(jak wskazują również badacze), że historyczny Jezus był żonaty, lecz tylko to, co
ewentualny ówczesny autor z ok. IV wieku i owa społeczność jedynie wyobrażali
sobie pisząc taką treść. Specjalista od opracowań gnostyckich, Luigi Moralni,
przypomina również, że teksty gnozy w tym zakresie nigdy -
nie stanowią zbiorów
faktycznej biografii z życia Jezusa Chrystusa, lecz generalnie są wyrazem
rozważania i myślenia niektórych późniejszych Chrześcijan o tym, czego On sam
nauczał.
- Tym samym, jak możemy zauważyć, niewątpliwie nie stanowią one
autentyzmu przekazu, jaki np. pozostawili nam naoczni
świadkowie i uczniowie
Jezusa
w postaci zapisu Nowego Testamentu, - czyli zapisu tego, co stanowi
przekonanie wynikłe z obserwacji oraz wiedzy autora/ów (tu świadków), a
pozostawione w spuściźnie dla potomnych.

Po ósme:

Mało kto wie, że tak naprawdę to wszystkie te późniejsze i uznane za –
nie
prawdziwe
- i - nie natchnione - teksty ewangeliczne z obszaru gnozy z II czy
późniejszych wieków, jak: „Ewangelia Tomasza”, „Ewangelia Piotra”, „Dialog
Zbawcy”, „Ewangelia Marii”, „Ewangelia Filipa” oraz wszystkie inne teksty, którym
jakoby przypisuje się sugestie, że Jezus miał żonę –
niestety w żadnym, ale to w
żadnym momencie absolutnie na to nie wskazują
. Ten, kto jest z nimi zapoznany,
ten o tym doskonale wie. Wskazują one jedynie, że Jezus był otoczony uczniami,
których prawdziwie kochał, a wśród których były również kobiety wraz z Magdaleną,
(którą to z kobiet po ludzku kochał On najbardziej), a których to kobiet nie odrzucał
wbrew ówczesnej tradycji nie dopuszczania ich do spraw religijnych. I na tej tylko
wątłej podstawie próbuje się od lat wysyłać insynuacje o żonatym Jezusie.

Więc, o co tu tak naprawdę chodzi w tej całej wrzawie? Czy Jezus mógł mieć żonę?
Logicznie patrząc to mógł i niczego nie zabrałoby to z naszej wiary, gdyż instytucja
małżeńska, a wraz z nią pożycie małżeńskie jest w końcu świętym sakramentem i
zazwyczaj ówcześni nauczyciele, rabini, byli faktycznie żonaci. Choć byli również i
tacy, którzy całkowicie poświęcali swoje życie Bogu żyjąc w rzeczywistym celibacie,
(do czego też właśnie odwołuje się tradycja Kościoła Katolickiego), a których
mocno wówczas za to podziwiano i szanowano.
I zapewne do tak całkowicie oddanych Bogu Ojcu osób należał również sam Jezus!
Byli takimi np. - wspominani przez uznanych wtedy pisarzy żydowskich tj. Józefa
Flawiusza czy Filona z Aleksandrii - członkowie ascetycznej wspólnoty religijnej
Esseńczyków, a których to Jezus mocno popierał.

Jednak jak już wspomniał kiedyś kś. dr. Mark D. Roberts, cała ta wrzawa wokół
jakoby potrzeby „ożenienia Jezusa” na siłę, niewątpliwie stara się obedrzeć Go z
Jego Boskiej unikalności i chwały oraz pozostawić Go zwykłym cielesnym
śmiertelnikiem.
A w końcu przecież nie jest to tak, gdyż wszystkie autentyczne i niezaprzeczalnie
naukowo oraz uznane wcześniejsze źródła ewangeliczne wspominają wielu
członków rodziny Jezusa, lecz całkowicie milczą, o jakimkolwiek Jego
małżeństwie i żonie. Gdyby natomiast Jezus miał żonę to niewątpliwie wspominałyby
one także i o tym, gdyż w owym czasie celibat nie był konieczny wśród nauczycieli i
przewodników religijnych, jak w przypadku kapłanów w dzisiejszym Kościele
Katolickim, a i w końcu samo małżeństwo nie było nigdy jakimś grzechem.

Prawdę mówiąc, jak również wskazał kś. dr. Roberts, istnieje nieporównywalnie
obszerniejszy i wielce wiarygodny materiał dowodowy na Boską unikalność Jezusa i
fakt, że Jezus nie był z tego świata, będąc jednocześnie całkowicie oddanym Bogu
Ojcu, - niż na domniemanie, że tenże Jezus miał jakąś żonę.

Z drugiej znów strony świat jest pełen nieautentycznych i sfałszowanych, dobrze
podrobionych tekstów religijnych propagowanych przez tych osobników i handlarzy,
którzy starają się ubić na tym swój wielki interes finansowy czy też może i inny.

W obliczu powyższych pozostaje zapytać się tu w konkluzji, - kto i po co więc chce
na siłę dorabiać teraz historię, historycznemu Jezusowi??!!

W odpowiedzi zaś wypada nam znowu powrócić do początku, gdzie na tak
postawione pytanie dobrze odpowiada nam Słowo Boże w Ewangelii, zapisanej już
prawie 2000 lat temu:
"Jezus jest znakiem, "któremu sprzeciwiać się będą" (Ewangelia św. Łukasza; w, 34)

Andrzej R. Szteborowski, (wydawca strony)

=================================================================
Counter
W tym tu rozdziale przedstawiamy dwa opracowania. Pierwsze zaraz
poniżej, nosi tytuł:
"Ożenić Jezusa na Siłę!" i odnosi się do niedawnej
sugestji pani Karen King, że Jezus mógł mieć żonę, wypowiedzianej na
podstawie przedstawionego malutkiego skrawka jakoby starego zapisu,
mało zresztą znaczącego i wiarygodnego dowodowo, tudziesz historycznie.

Drugie opracowanie
(następujące po tym), pt.: "Wsadzić Jezusa do
Urny"
, odnosi się znów do wcześniejszej (naciąganej zresztą) implikacji w
świetle ponoć odkrytego w Jerozolimie "Grobowca Jezusa". Zapraszamy.
Wsadzić Jezusa do Urny

W 2007 roku na kanale „Discovery Channel” ukaz asie film dokumentalny p.t. „The
lost tomb of Jesus” (Zagubiony grobowiec Jezusa) wyreżyserowany przez James
Cameron’a (twórcę filmu o „Titanic’u”) oraz Simcha Jacobovici.

W tym dokumencie producenci starali się wykazać, że odkryty sporo ponad 20 lat
wcześnie grobowiec znajdujący się w Jerozolimie jest jakoby grobowcem, gdzie
spoczywają prochy Jezusa i jego bliskich. Wniosek taki oparto na tym, że
odnaleziono w tym grobowcu, nazwanym Talpiot, kilka urn (tzw. ossuariów), gdzie
umieszczano kości zmarłych wg. ówczesnego zwyczaju społeczności żydowskiej.

Na kilku z tych urn odkryto następujące podpisy: Jezus syn Józefa, Maria, Yose
(forma Józefa), Judasz syn Jezusa, Miriamene e Mara (którą producenci usilnie
starali się połączyć z Marią z Magdaleny) oraz Mateusz. Następnie posługując się
sprytnymi metodami starano się wykazać, że to niewątpliwie jest grobowiec Jezusa i
jego prochy (a więc On nigdy nie Zmartwychwstał).

Do tego celu posłużono się m.in. statystyką (wg. rachunku prawdopodobieństwa),
co do możliwości zestawienia tego typu nazwisk w jednym grobowcu oraz
ograniczonym badaniem DNA, które wskazało, że nie istnieje pokrewieństwo
pomiędzy Jezusem a Miriamene, więc wg. producentów filmu niewątpliwie było to
małżeństwo, czyli kobieta była żoną Jezusa. Ustalając wynik statystyki wg
fachowców od tych spraw, popełniono tam jednak niewybaczalne uchybienia
statystyczne opierając się na z góry przyjmowanych założeniach oraz pomijając
inne ważne aspekty. Natomiast posługując się badaniem DNA wyciągnięto jedynie
takie wnioski, jakie pasowały producentom.

Przy tym wszystkim, jak ocenił to ogrom ekspertów-krytyków stosowano metody
wybiórcze i tak podane, że mogły one przekonać wielu naiwnych laików nie
obeznanych z historią, dowodami historycznymi, tematyką religijną i statystyką.
Efekt tego podejścia był taki, że ruszyła lawina krytyki wielu uznanych autorytetów
archeologii, badań religijnych i statystyki, włączają w to osoby z kręgów nie
Chrześcijan, a nawet środowisk ateistycznych broniących tzw. rzetelności
badawczej. W rezultacie tego wszystkiego spowodowało to tylko umocnienie
przekonań wielu ludzi, co do niezaprzeczalnej prawdy o Zmartwychwstaniu
Chrystusa.

Oto, dlaczego odkrycie w grobowcu Talpiot jest bezsensowne w swoich
założeniach o rzekomym grobowcu Ewangelicznego Jezusa, a
stwierdzenia filmowców są zwykłym absurdem (przedstawione w punktach):

1.
       Po pierwsze, wg. badaczy imiona Jezus, Maria czy Józef były wówczas tak
niezmiernie popularnymi imionami w ówczesnym społeczeństwie żydowskim
(były
wśród 4 najbardziej popularnych imion, a imię Maria nosiło aż ¼ kobiet wg.
badań)
, że można by się nawet dziwić gdyby nie znajdywano ich wśród licznych
ossuariów -
(tj. rodzaj urny) w grobowcach z tamtego obszaru i czasu. Według
autorytetów naukowych imię „Jezus” zostało np. odczytane na 22 ossuariach, tzn.
tych tylko odkrytych  urnach, znów imię „Józef” aż 45 razy, a nawet imię „Jezus syn
Józefa” też parę razy. Z drugiej strony, prochy często przechowywane były w tych
samych grobowcach z wielu pokoleń rodzinnych i na przestrzeni
wielu, wielu lat ze
strony osób często
nie spokrewnionych ze sobą w prostej linii. Dlatego po odkryciu
tych ossuariów ta korelacja imion w ogóle nie zastanawiała archeologów na
przestrzeni wielu lat. Zastanowiła za to teraz, jak widzimy, inne osoby i ciekawe
dlaczego??!!!

2.        Wiele autorytetów naukowych poddaje nawet w wątpliwość i tą kwestie, że
jakoby odczytane na ossuariu imię „Jezus” jest faktycznie tymże imieniem. Należy
przy tym wiedzieć, iż inskrypcje z tamtych czasów są często problematyczne w
dokładnym ich odczytywaniu.

3.        Według tychże autorytetów naukowych jak np. profesor Frank Moore Cross
(profesor języków i cywilizacji bliskowschodnich na Harvardzie) oraz innych
znawców, zwyczaj umieszczania szczątków kości w ossuariach po okresie 1 roku od
śmierci człowieka był zwyczajem typowym dla społeczności żydowskiej do 70 roku w
1 wieku n.e., lecz jak twierdzi naukowiec,
inskrypcje na tamtejszych, odkrytych
ossuariach w grobowcu Talpiot są niewątpliwie z okresu panowania Heroda tj. od
ok. 1 wieku p.n.e. do 1 wieku n.e., na co
wyraźnie wskazuje charakterystyka tych
inskrypcji oraz samych już osuariów. Jezus natomiast zmarł dopiero w roku 30 n.e.
co stwarza kolejny już argument trudności w zaakceptowaniu wniosku filmowych
proponentów grobowca Talpiot.

4.        Sam Ewangeliczny Jezus z Nazaretu nie pochodził z Jeruzalem, lecz z
Nazaretu, tj. miejscowości położonej ok 100 km drogi od Jeruzalem,
(i tak też był
On znany oraz zwany wg. przekazu wszelkich znanych nam antycznych zapisów)
i
tym samym, nie ma
żadnego sensu, aby jego grób rodzinny tj. rodziny galilejskiej z
Betlejem, a osiadłej w Nazaret
(gdyby dajmy na to taki grób istniał) był położony w
Jeruzalem, a nie w Nazarecie.

5.        Imiona osób naniesione na ossuarich są ich identyfikatorem. Zwyczajowo,
osoby (a szczególnie z innych miast) identyfikowało się wówczas określeniem ich
pochodzenia rodzinnego jak np. Józef z Arymatei, Paweł z Tarsu, Szymon z Syreny,
Maria z Magdaleny czy Jezus z Nazaretu, itd., itd. Ewidentnie na jednym z odkrytych
ossuariów z Jeruzalem, napis nosi wyłącznie określenie: „Jezus syn Józefa”, tym
samym wyraźnie implikując Jeruzalem jako oryginalne pochodzenie tej osoby i
miejscowej rodziny. Gdyby grobowiec miał dotyczyć Ewangelicznego Jezusa z
Nazaretu, a pochowanego w rodzinnym grobowcu w oddalonym Jeruzalem???? -
zamiast Nazaret, niewątpliwie logicznie patrząc oczekiwalibyśmy identyfikatora na
ossuarium z napisem: „Jezus z Nazaretu”, zresztą tak jak zawsze zwano też
Ewangelicznego Jezusa.

6.        Z drugiej strony, Jezus był nazwany sporadycznie „Jezusem, synem Józefa”
(jak również widnieje takie imię na krypcie w grobowcu Talpiot), - jedynie przez
Jego przeciwników i niedowiarków odnośnie Jego misji. W przeciwnym razie wg.
wszelkich antycznych źródeł znany i zwany był On jedynie jako
Jezus z Nazaretu.

7.        Jeżeli Jezus byłby pochowany, a Jego kości złożone następnie w ossuarium
z ostentacyjnym podpisem Jego imieniem na tymże ossuarium, jak ma to miejsce w
grobowcu Talpiot, - to zaciekli oraz niezmiernie dociekający przeciwnicy religijni lub
nawet okupanci rzymscy, niewątpliwie poznaliby to i zaraz też wyciągnęliby te fakty
na wierzch, aby oficjalnie pogrzebać już nie tylko samego Jezusa, ale i cały rodzący
się wówczas, bardzo kłopotliwy dla nich ruch chrześcijański. Nigdy tak się nie stało.
Zaś z drugiej strony, taka wiedza rodzinna oraz osób bliskich Jezusowi (apostołów)
o tym zajściu, niewątpliwie nigdy nie pozwoliłaby tym osobom ryzykować i
zaświadczać Zmartwychwstania Jezusa swoim własnym życiem, wiedząc, że to jest
kłamstwo, a rodzinie żyć z taką odpowiedzialnością i tym samym wydźwignąć się
Chrześcijaństwu.
Świadkowie Zmartwychwstania Jezusa od samego początku, bez
wahania poświęcili całe swoje życie misji i nauczaniu o tym wielkim wydarzeniu,
cierpiąc z tego powodu liczne i okrutne prześladowania, tortury oraz śmierć i nigdy
nie wyrzekając się przy tym tej Prawdy.

8.        Grobowiec w Talpiot jest bogatym i drogim grobowcem jak na tamtejsze
standardy, na, który to stać było wówczas
wyłącznie zamożnych członków
społeczeństwa
, a nie ubogą rodzinę, z jakiej to według przekazanej nam wiedzy
pochodził sam Jezus.

9.        Według wszelkich potwierdzonych i uznanych testamentów, oświadczeń,
zapewnień, przekonań i zapisów antycznych dotyczących osób z bliskich kręgów
Jezusa, - Jezus faktycznie zmarł, Jego grób pozostał pusty, gdyż On
Zmartwychwstał i którego takim też ujrzeli jego uczniowie oraz
500 świadków, a
który to fakt diametralnie odmienił następnie życie tych uczniów i świadków, i którzy
po tym znów podpisali już to świadectwo własną krwią i życiem!

10.        Fakt widzenia Zmartwychwstałego Jezusa potwierdzili nawet jego
wcześniejsi niewierzący w Niego przeciwnicy jak: Gaweł z Tarsu
(a późniejszy
apostoł Paweł)
czy też przyrodni brat Jezusa Jakub. Oboje następnie oddali za
prawdę o Jezusie swoje własne życie w torturach.

11.        Żadne uznane (jako natchnione) źródło antyczne chrześcijańskie, tudzież
historyczne niechrześcijańskie z uwzględnieniem judejskich z tamtejszych czasów,
nigdy i ani słowem nie wspominają o jakimkolwiek ożenku Jezusa Chrystusa oraz
jego dzieciach, a tak istotnych spraw
nigdy się nie pomija.

12.        Imię jakoby „Miriamene e Mara” widniejące w grobowcu naurnach i
jakoby siłowo przypisywane Marii z Magdaleny, - wg. wielu autorytetów naukowych
jest profanacją prawdy,
gdyż po pierwsze: imiona te nie są porównywalne w
dosłownym tłumaczeniu, a w Testamencie nigdy Maria Magdalena nie nazywana
była „Miriamene”,
po drugie: w napisie „Miriamene e Mara” widnieją dwa różne
człony w obu tych wyrazach pisanych z zastosowaniem innej charakterystyki
pisowni dwóch niezależnych osób (zupełnie inne litery jak np. „M” w słowach
Miriamene i Mara),
po trzecie: litera środkowa wskazuje na wyraz „i” a nie na inny,
a wyraz ostatni w tym członie na wyraz „Mara”
( z greckiego jak pisana jest ta
inskrypcja)
na „Marta”. Tak więc, cały tenże podpis wygląda ewidentnie nie na
„Miriamene e {nou} Mara”
(Maria Mistrz- nauczyciel), lecz na wyraz „Mariame
koi Mara”
, czyli (Maria i Marta). Z drugiej strony, w odkryciach archeologicznych
istnieje sporo innych przykładów, świadczących o tym, że w jednym ossuarium
składane i podpisane bywały szczątki więcej niż jednej osoby, a nawet pięciu.
I po
czwarte
: zbitka tych członów w podpisie „Miriamene e *{nou} Mara”, co wg.
proponęntów grobowca Talpiot miałoby znaczyć „Maria Mistrz” i implikować niby
Marię z Magdaleny – byłaby wówczas zbitką dwóch języków tzn. Greki z językiem
Aramejskim, gdyż sama inskrypcja jest pisana w Grece i aby ostatni człon odczytać
jako słowo „Mara” w znaczeniu „Mistrz”, to należałoby odczytać go już w języku
aramejskim, ponieważ w greckim to samo słowo „Mara” oznacza po prostu „Marta”.
A więc postępując za tymże myśleniem filmowców, połowa z inskrypcji miałaby być
odczytywana w języku greckim, a połowa zaś w aramejskim, po to, aby zadowolić
filmowych proponentów grobowca Jezusa, gdyż gdyby całość miała być odczytana
w Grece
(jak faktycznie pisana jest ta inskrypcja), to aby uzyskać słowa „Maria
Mistrz” wg. życzenia proponentów, to tenże podpis musiałby być pisany jak
„Mariamene Ho Kurios”, a tak nie jest. Jest „Maria i Marta”, z czym generalnie
zgadzają się i inni badacze. Gdyby zaś w grobowcu faktycznie spoczywały szczątki
„Marii z Magdaleny” jak też wyłącznie nazywano ją wg. istniejących źródeł antyczno-
testamentowych, to identyfikator na ossuarium tak by też to wskazywał (patrz np.
{Łukasz 8, 2}. Zaś wskazuje Miriamene - (plus Marta). Ewidentnie, więc w takiej
analogii widać tu brak logiki oraz naciąganie prawdy i faktów na swoje własne
potrzeby.





































13.        Poza tym, Maria z Magdaleny pochodziła z niewielkiej, ubogiej wioski
rybackiej, gdzie w ówczesnych czasach ludność używała języka aramejskiego.
Językiem greckim posługiwali się za to osobnicy z kręgów zamożnych,
arystokratycznych. Widniejący na ossuarium podpis w Grece ewidentnie implikuje
nam znów, że szczątki te należą do kobiety z zamożnej rodziny z Jeruzalem
posługującej się Greką i zwanej Miriamene, a nie Marii z Magdaleny jak życzeniowo
rozpatrywane.

14.        Badania DNA (bez możliwości wykonania nuklearnego DNA z powodu
zniszczenia materiału przez czas)
, a wskazujące na brak pokrewieństwa
matczynego pomiędzy szczątkami osobnika o jakoby imieniu Jezus, a osobnikiem o
imieniu Miriamene,
w żaden sposób nie implikują związku małżeńskiego
pomiędzy tymi dwoma, co chcieliby widzieć proponenci (a wskazują jedynie na brak
pokrewieństwa pomiędzy Miriamene a Jezusem)
gdyż po pierwsze: takie badanie
ogranicza się tylko do 8 par bazowych, a w środowiskach bardziej hermetycznych
jak tamto środowisko w Jeruzalem, nawet znacznie mniej.
Po drugie: mtDNA jest
przekazywane jedynie z matki na córkę lub na syna.
Tak więc, osobnik z grobowca o imieniu Jezus równie dobrze mógł być np. ojcem
Mariamene czy też innych członków rodziny po stronie ojcowskiej i to badanie w
takiej sytuacji będzie wówczas pokazać brak pokrewieństwa pomiędzy nim a tą
kobietą. Zaś, aby jednoznacznie stwierdzać fakt czy rzeczywiście istniało lub nie
istniało
jakiekolwiek pokrewieństwo pomiędzy wspomnianym tu Jezusem a
Mariamene z grobowca
(jak znowu siłowo uczynili to proponenci), trzeba by już
wykonać nuklearne badanie DNA, które to nie było możliwe. Równie dobrze też
Mariamene mogła być żoną któregoś z pozostałych członków rodziny w grobowcu,
kuzynką, córką pozostałych męskich członków rodziny lub nawet reprezentować
kogoś z innej generacji i dalszego pokolenia
(tym bardziej, że na urnie Miriamene
ewidentnie widać dopisane później imię drugiej osoby tj. „Marty”- {Miriamene i
Marta} - pisane też innym charakterem w faktycznym języku tejże inskrypcji tj. w
Grece)
, gdyż we wspólnych grobowcach rodzinnych umieszczano szczątki na
przestrzeni długiego okresu czasu, a czasem nawet w tych samych urnach. Tak,
więc jak widać cała ta imputacja do żony Jezusa jest nader śmiała i niezmiernie
naciągana.

15.        To znów niewątpliwie prowadzi nas do wyliczeń statystycznych, na, których
właśnie oparli się filmowi proponenci grobowca Jezusa, wskazując na możliwość,
1
do 600
, że nie jest to grób Chrystusa. Jeżeli natomiast wszystko (jak wykazaliśmy
powyżej)
ewidentnie wskazuje na bzdurne, siłowe i życzeniowe założenia
proponentów filmowych
i w zasadzie nic nie daje tu podstawy, aby wysnuwać
wnioski w rodzaju tych,
że Jezus w grobowcu jest Ewangelicznym Chrystusem, a
Mariamene jego żoną
(a co m.in. również zauważają takie autorytety naukowe w tej
dziedzinie jak dla przykładu: dr. Stephen J. Pfann -uznany archeolog, prof. Frank
Moore Cross - profesor emeritus języków i cywilizacji bliskowschodnich na
Uniwersytecie Harvardu, dr. Paul Maier - absolwent Harvardu i profesor historii
starożytnej na Uniwersytecie Western Michigan, dr. Ben Witherington – profesor
nauk Nowego Testamentu, Amos Klomer – jeden z czołowych archeologów
Izraelskich, dr. Craig Evans – profesor nauk Nowego Testamentu z Uniwersytetu
Acadia czy też dr. William Dembski – uznany matematyk i statystyk amerykański
oraz filozof metodologii nauk i teolog lub prof. Robert J. Marks II – profesor
inżynierii komputerowej
{wykorzystywanej również do obliczeń statystycznych}to
musimy
tu z racji logiki odrzucić osobę Mariamene z rachunku statystycznego
(podobnie jak uczynili to sami proponenci odrzucając wcześniej i inne postacie z
grobowca nie dające wyraźnego związku z rodzina Ewangelicznego Jezusa)
. A
wtedy tenże rachunek prawdopodobieństwa będzie wyglądał już zupełnie inaczej i
będzie wskazywał, że takie prawdopodobieństwo korelacji imion w grobowcu jest
nie tylko
bardzo prawdopodobne, ale i prawie konieczne przy uwzględnieniu
popularności imion tamtego okresu oraz innych istniejących czynników. Takie
poprawne wyliczenia dokonane przez specjalistów, a wśród nich uznanego
matematyka i statystyka doktora William’a Dembskiego oraz profesora Roberta J.
Marks’a II – eksperta inżynierii komputerowej również wykorzystywanej w
obliczeniach statystycznych, wykazały tą że szansę jak
na zbliżoną 1 do 1, że ma
prawo to być grobowiec zupełnie kogoś innego
.  Dodatkowo, myślenie
proponentów oparte było zaledwie o założeniowe i spekulacyjne argumenty. Należy
też zauważyć, ze pozostali członkowie w grobowcu jak np. Mateusz czy Judasz nie
maja np. żadnego związku, gdyż nie mają żadnego oparcia w historycznych
dokumentach, nie wspominając już o braku innych członków rodziny w grobowcu ze
znanej nam rodziny Ewangelicznej.

Patrząc obiektywnie, naukowo i logicznie
nic specjalnie nie przemawia za, a
wszystko natomiast przemawia przeciw takim hipotezom, a nawet i rachunek
prawdopodobieństwa. A jeżeli już mowa o
rachunku prawdopodobieństwa to
można
obiektywnie patrząc, wskazać to tak (mając liczne, niezaprzeczalne
dowody antyczne w źródłach historycznych):

- szansa, że wpierw zdezorientowani, wystraszeni i chowający się ze strachu
apostołowie
(wszyscy) oraz inni świadkowie Zmartwychwstania Jezusa, po ujrzeniu
Zmartwychwstałego Jezusa poświęcili następnie za nauczanie Prawdy o
Zmartwychwstaniu całe swoje życie nie zyskując nic, a będąc prześladowanym,
nękanym, ściganym oraz ginąc w torturach i nawet wtedy nie wyrzekając się tej
Prawdy byłaby kłamstwem, -
jest jak przynajmniej 1 do 10,000

- szansa, że osoby niezmiernie przeciwne Jezusowi i tępiące Chrześcijan jak
intelektualista: Szaweł z Tarsu (a późniejszy apostoł Paweł) czy przyrodni brat
Jezusa Jakub,
nagle (jak sami stwierdzili po ukazaniu się im Zmartwychwstałego
Chrystusa) uwierzyli w Niego jako Mesjasza już tak bardzo, że następnie w trudach i
prześladowaniach poświęcili za nauczanie tej Prawdy całe swoje życie nie zyskując
nic oraz podpisali się pod tą Prawdę własną krwią i okrutną śmiercią, również była
by kłamstwem o Zmartwychwstaniu -
jest, jak co najmniej 1 do 10,000

Oto bilans zysków Pawła apostoła spisany przez niego jako testament:

"W trudach bez liczby, w więzieniach zbyt często, chłostach ponad miarę, w
niebezpieczeństwie śmierci częstokroć. Od Żydów otrzymałem pięć razy po
czterdzieści plag bez jednej. Trzykrotnie byłem smagany rózgami, raz byłem
kamienowany, trzy razy przeżyłem rozbicie się okrętu, dniem i nocą byłem na głębi
morskiej. W podróżach częstych, w niebezpieczeństwach na rzekach, w
niebezpieczeństwach od rozbójników, w niebezpieczeństwach od własnego
narodu, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w
niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w
niebezpieczeństwach wśród fałszywych braci. W pracy i mozole, w częstym
niespaniu, w głodzie i pragnieniu, w postach częstych, w zimnie i nagości" (2 Kor
11, 23-27)

- szansa, że ówcześni Żydzi (wiele tysięcy), dla których to wyrzeknięcie się wiary
swoich przodków i bezpodstawne nazwanie kogoś Bogiem było wielkim,
potępiającym i niewybaczalnym świętokradztwem, Żydzi, którzy wtedy jeszcze byli
świadkami tego, co Jezus robił i nauczał oraz wielu (500) będących świadkami Jego
Zmartwychwstania – nagle
bezpodstawnie porzuciłoby swoją świętą wiarę i poszło
za Prawdą o Zmartwychwstałym
Jezusie – Mesjaszu, jest, jak co najmniej 1 do
1,000.

Tak, więc opierając się tylko na tych trzech propozycjach możemy wyliczyć
prawdopodobieństwo, że Zmartwychwstanie Jezusa NIE było iluzją jak, na co
najmniej:

1 do 100,000000000 (jeden do 100 miliardów)

Jak to się ma więc do wyniku naciąganego zresztą, wielce zawyżonego i
nieścisłego, a nawet nie biorącego pod uwagę innych wskazanych powyżej w
punktach utrudniających okoliczności
(jak dobitnie wykazane już przez
matematyków/ statystyków)
wyliczeń proponentów filmowych o grobowcu
Ewangelicznego Jezusa z jego szczątkami, jakoby zaprzeczającemu Jego
Zmartwychwstaniu na podstawie tych wyliczeń, a będącego jak:

1 do 600 ???

Konkluzja:

To nie tylko ludzie nauki związani z Chrześcijaństwem protestują przeciw takiej
niesolidnej, nierzetelnej i tendencyjnej ekspozycji filmowców odnoszącej się do
rzekomego odkrycia „Grobowca Jezusa”, ale przede wszystkim, jak się słyszy i
notuje, osoby
niewierzące ( a pomiędzy nimi czołowi archeolodzy izraelscy jak:
Amos Kloner czy Joseph Zias lub też najbardziej rozpoznawany amerykański
autorytet archeologiczny William Dever oraz inny uznany autorytet archeologiczny-
Jonathan Reed, czy profesor archeologii Jodi Magness i podobni)
, które to osoby
poczuły się całkiem dotknięte naruszaniem oczywistych standardów panujących w
solidnej i rzetelnej metodzie naukowej pozbawionej usilnych spekulacji i
żonglowania oraz manipulowania faktami dla własnych korzyści.

Z drugiej strony (nieliczni) naukowcy??? zaangażowani przy produkcji filmowej tego
planowanego „bestsellera???”, roztoczyli swoje usprawiedliwianie i wycofywanie się
pod pręgierzem tak licznej krytyki.

Cóż to znaczy dla nas Chrześcijan?zupełnie nic, gdyż obiektywną opinię
odnośnie wiarygodności, a w zasadzie
niewiarygodności naukowej tego odkrycia
(poza tymi kilkoma zaledwie logicznymi argumentami przedstawionym powyżej)
wyrazili już eksperci z najwyższej chyba półki w tej dziedzinie, a nawet i ci
niewierzący. Skłania nas to jedynie do istotnego wniosku, że:
„kasa lub motywacja
ideologiczna”
jakże często zaślepiają człowieka prowadząc go nierzadko, nawet do
upokarzającego, psychicznego ekshibicjonizmu i uszczuplenia własnej reputacji.

No cóż, generalnie nie dziwią nas takie zachowania, gdyż tenże sam Jezus, którego
to na siłę chcą teraz najpierw żenić, a później chować jego kości w grobowcowej
urnie, przecież przypominał nam prawie już 2000 lat temu w Ewangelii o ludziach
poddanych sile złego ducha i ich zachowaniach, że:

„Dlatego nie mogli uwierzyć, ponieważ znów rzekł [prorok] Izajasz: Zaślepił ich
oczy i twardym uczynił ich serce, żeby nie widzieli oczami oraz nie poznali sercem i
nie nawrócili się, ażebym ich uzdrowił.”(Ewangelia św. Jana 12, 39-40)

„A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali
ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza
nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego
uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało,
że jego uczynki są dokonane w Bogu”.(Ewangelia św. Jana 3, 19-21)

Można jednak odnieść wrażenie, że tego typu obrazki widuje się coraz częściej, ale
i to było już powiedziane, kiedy Jezus przypomniał nam w Ewangelii odnośnie tych
że czasów, że:
„to dopiero jest początkiem boleści...”:

„Wtedy jeśliby wam kto powiedział: "Oto tu jest Mesjasz" albo: "Tam", nie wierzcie!
Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i
cuda,
by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych. Oto wam
przepowiedziałem. Jeśli więc wam powiedzą: "Oto jest na pustyni", nie chodźcie
tam!; "
Oto wewnątrz domu", nie wierzcie! (Ewangelia ś. Mateusza 24; 23-26)  - {Czy
też może jest wewnątrz grobowca???}

No tak, zakończmy to ponownie innym Słowem Bożym:

„Jezus jest znakiem, „któremu sprzeciwiać się będą” (Ewangelia św. Łukasza. 2, 34)

Szczęść Boże,
Andrzej R. Szteborowski - wydawca.

*źródła: "Extreme Theology"-Chris Rosenbrough, "Ictchus Info" , "The Jesus Tomb Math" (Matematyka
Grobu Jezusa)- William Dembski i Robert J. Marks II, "Evidence for God" - Rich Deem, "Riposta do Lost
Tomb of Jesus" - Gary R. Habermas i inni, "Always be Ready - response to Lost Tomb of Jesus" - Charle
Campbell, "Apologetics Press" - Dewayne Bryant i inne uboczne źródła.
*Jedynym źródłem, jakim posłużyli się proponenci filmowi odnosząc się do (zaledwie)
zbliżonego w wymowie grobowcowego imienia
Miriamene, jest gnostyczne
opracowanie tzw.
„Ewangelii Filipa”, w którym to występuje postać zwana Mariamne, a
którą próbują oni podciągnąć jakoś pod autentyczną i
Ewangeliczną postać Marii
Magdaleny
oraz przedstawić jako żonę Jezusa, chociaż nawet tam faktycznie autor nie
przedstawia takiej wersji.
„Ewangelia Filipa” jest apokryfem, legendarnym dziełkiem o zabarwieniu religijnym,
nieautentycznym (wzorującym się coś niecoś na bohaterach ewangelicznych) i które
absolutnie nie jest uznane jako dzieło natchnione i wchodzące w skład Biblii, czyli
kanonu Starego i Nowego Testamentu.
„Ewangelia Filipa” powstała ok. 4 wieku naszej ery, pióra nieznanego autora ze
środowiska heretyków. Opracowanie to powstała długo, (bo aż 250 lat) po wydaniu
autentycznych Ewangelii kanonicznych i jest opracowaniem legendarnym, gdzie
porusza się m.in. takie wątki jak gadający leopard czy też gadający koziołek oraz czarny
smok (v. 96, 97, 102). Podobne legendy zaczerpujące z historii autentycznych, jak dla
przykładu legenda o „warszawskiej syrence”, czy „smoku wawelskim i szewczyku
dratewce” powstawały od zawsze na przestrzeni dziejów. Przeciwieństwem takich
legend są znów autentyczne dzieła historyczne, dające następnie inspiracje takowym
legendom, a mające twarde podłoże w potwierdzeniach poprzez dokumenty historyczne
- antyczne.
Do takich uznanych opracowań stricte historycznych (złożonego testamentu) zalicza się
4 Ewangelie kanoniczne synoptyków: Marka, Mateusza, Łukasza i Jana, a także listy św.
Pawła i Piotra oraz inne, których autorzy są rzeczywistymi, potwierdzonymi postaciami
historycznymi, świadkami wydarzeń, a opisy testamentów złożonych przez nich mają
twarde podłoże w potwierdzonej dokumentacji historycznej z tamtego okresu i opisane
przez uznanych antycznych historyków.

Historycy, którzy pozostawili nam taką spuściznę nie zawsze też byli związani z tamtymi
bohaterami czy sympatyzowali z nimi, jednakże opisywali fakty historyczne zgodnie z
literą prawdy cechującej historyków. Do uznanych i respektowanych, antycznych
historyków dokumentujących autentyzm Ewangelii i ich autorów był np. antyczny rzymski
historyk Euzebiusz, autor słynnej „Historii Kościoła” czy też Tertulian. Byli nimi w końcu
także apologeci chrześcijańscy i autorzy znanych antycznych opracowań jak św.
Ireneusz czy św. Polikarp pośrednio powiązani z samymi apostołami i wielu innych,
którzy nawet podpisali swoje dzieła własną krwią i męczeńską śmiercią w obronie
prawdy opisanej przez nich.

Tak więc, w świetle powyższego, aby opierać się na legendach w próbie podważenia
Zmartwychwstania Chrystusa opisanego w stricte historycznym dziele jakim są 4
Ewangelie synoptyków, jest co najmniej śmieszne i tendencyjne.